Nasz pierwszy cyfrowy reset

Na początek należy wspomnieć o tym, jak to się stało, że się stało, tak jak się stało, a więc skąd w ogóle wziął się nasz pomysł na cyfrowy reset w Bukowinie Tatrzańskiej…

Nasze zgłoszenie konkursowe do „Cyfrowego Resetu”

Mój mąż, który lubi brać udział we wszelkich konkursach ( i robi to z całkiem niezłym skutkiem 😉 ), przypadkiem natrafił na akcję „cyfrowy reset”, która była częścią kampanii organizowanej przez Województwo Małopolskie pod nazwą „Małopolska na rowery”.  Jej głównym założeniem było zwrócenie uwagi na coraz poważniejszy problem uzależnienia od nowoczesnych technologii i proponuje ona rower jako alternatywę dla spędzania czasu nad tego typu sprzętami. Więcej o całej akcji można przeczytać tutaj.

Wysłaliśmy zgłoszenie, w którym uzasadniliśmy, dlaczego to właśnie my powinniśmy wziąć udział w tym eksperymencie. W treści zgłoszenia napisaliśmy m. in.:

„tata Rafał to specjalista ds. Twittera, uzależniony od sprawdzania firmowego maila, mama Monika – spec. ds. Facebooka, córka Dominika – spec. ds. Youtube, Snapchata i Musical.ly i syn Wojtek – specjalista ds. Minecrafta”.

I udało się!!!  Spośród wielu rodzin zostaliśmy wybrani właśnie My 🙂 Odłożyliśmy na 6 dni całą elektronikę, a w zamian spędziliśmy najaktywniejsze wakacje życia w Bukovina Resort w Bukowinie Tatrzańskiej.

Pobyt w Bukovina Resort

W piątek 28-czerwca wyjechaliśmy Z MAPĄ W RĘKU (zamiast GPSa, który by sprawę bardzo ułatwił, ale nie o to chodziło), by rozpocząć „nasz tydzień”. Piszę „nasz”, bo właśnie tak można nazwać wakacje w których człowieka nic nie rozprasza i może się skupić na sobie, na rodzinie i na otaczającym go świecie. A nie na zerkaniu w telefon.

Jeździliśmy na rowerach, graliśmy w bilard, kręgle, chodziliśmy na siłownię. Również pod bacznym okiem trenera personalnego nauczyliśmy się spacerować kijkami z do nordic walkingu. Wojtek na tym wyjeździe dopracował do perfekcji jazdę na rowerze. Tak pokochał jazdę na nim, że mam wrażenie, że on zaraz nie będzie potrafił chodzić na własnych nogach, tylko wszędzie będzie pedałował 😉

Wyjazd taki był czymś niesamowitym. Człowiek żył chwilą. Nie zwracał uwagi na to jaka jest pogoda, cieszył się tym co ma i dostosowywał się do tego. Przecież to jest takie naturalne i piękne! Nie przeszkadzało nam pójść w deszcz na Gubałówkę, czy uprawiać poranną gimnastykę w mżawce. Nie wiedzieliśmy do końca jaki jest dzień tygodnia. Nie wiedzieliśmy co się dzieje na świecie i nie połykaliśmy kolejnego newsa ze świata. Zniknęła z naszego życia nerwowość, pojawił się dziwny spokój. Pojawił się kontakt wzrokowy i większa komunikacja. Wspaniałe uczucie, naprawdę 🙂

Odkryliśmy, że mamy ze sobą sporo lepszy kontakt gdy w pobliżu nie ma elektroniki, bo nic nas od siebie nie odrywało. Wieczorami zamiast zerkać w telefon, czy laptopa, to siadaliśmy i rozmawialiśmy ze sobą, śmialiśmy się i planowaliśmy kolejny dzień.

 

I to właśnie największy plus wyjazdu na cyfrowy reset. Odkrycie jak bardzo człowiekiem potrafi rządzić sprzęt. Jak potrafi mu nieświadomie zabierać czas.  Na co dzień nie zwracamy na to czasu, a ten czas ucieka. Nie pozwalajmy na to! Nie mamy go dużo… Nie zmarnujmy go. Lepiej schowajmy telefon mężowi, żonie, dzieciom, czy nawet znajomych, weźmy ich za rękę i spędźmy z nimi czas.

 

Poniżej można obejrzeć materiał filmowy jaki przygotowała, towarzysząca nam na części akcji, ekipa filmowa Województwa Małopolskiego oraz nasze pierwsze wrażenia po przebytym resecie:

 

Nasz pierwszy cyfrowy reset
5 (100%) 18 głos[ów]
Spodobało Ci się ? Udostępnij innym 🙂
Facebooktwittergoogle_plus