Instagram kontra rzeczywistość – moje smutne przemyślenia

Już od dłuższego czasu męczy mnie i chodzi za mną poruszenie tematu o jednej z najpopularniejszych obecnie aplikacji, a mianowicie – Instagrama. Aplikację tą zna niemal każdy. Wiedzą o niej i korzystają z niej także coraz młodsze dzieci. Dlatego czuję potrzebę wykrzyczenia tego co czuję i co myślę – publicznie 😉. Także temat dzisiejszego wpisu to Instagram kontra rzeczywistość.

Zbliża się czas  Świąt Bożego Narodzenia, okres w którym będziemy zasypywać się prezentami, również tymi „elektronicznymi”. I kolejne dziecko dostanie nowy model telefonu z dobrym aparatem, by mogło nagrywać filmiki czy robić zdjęcia, a potem chwalić się nimi całemu światu… I w tym momencie każdy z rodziców powinien się zastanowić, czy naprawdę jego dziecko potrzebuje tego telefonu aż tak bardzo? Czy jeśli go nie dostanie to świat legnie w gruzach? Być może właśnie w ten sposób troszkę odsuniemy go od wpadnięcia w pętlę kreowania „lepszego ja” w monitorze. Życia dla innych, nie dla siebie.

Instagram kontra rzeczywistość

Ludzie kupują coraz to nowsze gadżety, żyją pięknymi zdjęciami na Instagramie. Kilka moich koleżanek przyznało mi się, że na bieżąco ogląda na Instagramie życie wybranych, obcych im osób, bo lubią widzieć co się u nich dzieje… W większości osoby te mają zdjęcia, na których dom zawsze lśni czystością, wszystko jest na swoim miejscu, obiad jest pięknie podany, dzieci uśmiechnięte, bawiące się razem i do tego zawsze czyste i ślicznie ubrane… W tle, na puchatym kocu śpi zadbany piesek, a na stole zawsze stoją świeże kwiaty. Wszystko jest takie idealne, poukładane i spokojne.

W sumie trudno się dziwić, że ludzie lubią patrzeć na takie zdjęcia. Ale co się w tym momencie dzieje z nami, gdy te zdjęcia oglądamy? Mam wrażenie, że ludzie robią się sztuczni. Chcą powielać zachowania z tych zdjęć i chcą taką otoczkę robić wokół siebie. Też chcą być tacy idealni. Gdy im nie wychodzi, bo pies ubabrał pół domu błotem, które przyniósł z dworu, a dzieci wróciły ze szkoły wściekłe jak osy i zamiast wspólnej zabawy warczą na siebie, a do tego wszystkiego ugotowałaś zwykłego kotleta z ziemniakami, to twój świat wydaje ci się beznadziejny. Czujesz się gorsza, taka nijaka, bo u ciebie jest takie zwykłe życie… Nie to co „u tamtej”.

Gdzie w tym wszystkim jesteśmy prawdziwi my? Czy naprawdę chcemy tak żyć? Fałszywie? Wbrew sobie? Nie mogę pojąć tego, jak ludzie mogą tak chłonąć to co jest w monitorach. Ten wyidealizowany obraz rzeczywistości, który często powoduje tylko zazdrość i obniżenie naszego nastroju.

I właśnie w takim wyimaginowanym świecie zaczynają żyć nasze dzieci. Osoby dorosłe, które są zadowolone ze swojego życia i nie mają ze sobą problemów, sobie poradzą. Ale dzieci, a szczególnie nastolatki, które w głowie mają milion myśli na minutę i nie chcą być gorsze od innych, już nie tak łatwo sobie poradzą.

Skąd takie podejście do Instagrama?

Sama używając Instagrama uważam, że aplikacja byłaby świetna, gdyby nie to, że przeradza się w wyimaginowany świat, w większości nierealny, zmyślony, stworzony dla „gapiów”, bajkowy, idealny. Na ten świat patrzą chociażby nastolatki i  zastanawiają się „dlaczego moje życie nie jest takie jak tam. Jest takie zwykłe. Ona ma taki piękny pokój, ona ma takie świetne ubrania, ona ma taką świetną fryzurę, ona w ogóle w każdej porze dnia jest taka śliczna! I ma takie cudne kapcie… z kokardką… Czemu ona to wszystko ma, a ja tego nie mogę mieć?” (Piszę tu głównie „ona”, ponieważ z Instagrama jednak nadal w większości korzysta płeć żeńska 😉 )

Dzieci, a szczególnie nastolatkowie zapędzają się w  wymyślony świat, nie zauważając jak dużo pięknych rzeczy mają wokół siebie. Że sami są wspaniałymi ludźmi. Bo każdy z nas jest wyjątkowy! Tylko trzeba to zauważyć. Trzeba zejść na ziemię, tu do rzeczywistości i przestać żyć like’ami i serduszkami pod zdjęciem. To są tylko puste stuknięcia paluchem w ekran telefonu, nic więcej. Oczywiście większości z nas podnoszą nastrój i samoocenę, a szczególnie nastolatkom. Niestety dla naszej psychiki jest to ogromne obciążenie. Wystarczy wrzucić zdjęcie, które nie przyniesie dużego odzewu i osoba słabsza psychicznie podupadnie w nastroju i będzie się czuła gorsza. Instagram potrafi powodować huśtawkę emocjonalną, zależną od obcych nam ludzi! Od ekranu! Rozumiecie to? Elektroniczna zabawka nami rządzi!

I co lepsze, sami się w taką huśtawkę wprowadzamy. Przecież to my świadomie wrzucamy zdjęcia do Internetu i czekamy na odzew. Chcesz pokazać jakieś świetne zdjęcia, które sam zrobiłeś? Wywołaj je i pokaż komuś na żywo, zobacz jego prawdziwą reakcję, usłysz prawdziwy komentarz. A to, co widzisz w Internecie przyjmuj na sucho. Ludzie naprawdę w większości wymyślają swój świat wokół siebie, byś go lubił. By wydawał się dla Ciebie „fajny”.

Ten człowiek sprzed ekranu, którego widzisz, często jest wymyślony. Tak naprawdę, na co dzień jest zwykłym człowiekiem. Tak samo jak ty! Też ma zwykłe ciuchy, miewa rozczochrane włosy, syf w pokoju. Nawet ma tak samo zwykłe kapcie jak ty!  Jedyne co go odróżnia, to idealne zdjęcie, podbajerowane filtrami i odpowiednio obrobione. Ty też możesz takie robić i też będziesz idealny w Internecie 😊. Tylko po co? Czy warto dla świata udawać kogoś kim nie jesteś? Jeśli udajesz w internetowym świecie, to pasuje też udawać w realnym, rzeczywistym świecie. Ale na dłuższą metę musi to być strasznie męczące. Czy naprawdę warto?  Czy nie lepiej po prostu żyć i cieszyć się z  takiego życia jakie masz? I pokazywać je takim jakie jest naprawdę? Luźnym, szczerym, bez ulepszeń? 😊

Skąd mnie naszły takie przemyślenia – spytacie. Przecież sama korzystam z Instagrama.

Tak, korzystam z Instagrama! Mam nawet trzy różne konta 🙂 Na Instagramie jest oczywiście konto Zresetowanych, założone trochę z musu, bo co to za blog co nie ma Instagrama 😉 Ale zdjęcia wrzucam tam od czapy i rzadziej niż częściej. Ostatnio rzadziej 🙂 Nawet mąż ostatnio zwrócił mi uwagę, że jedno zdjęcie na miesiąc, to chyba trochę za mało 🙂 Na tym koncie nie ma jednak zdjęć jakieś wyidealizowanej rzeczywistości, ale naszego zwykłego życia. Jest również konto prowadzone dla Dominiki, ale tam są z kolei same zdjęcia z jej sesji zdjęciowych, bo kocha to.

No i w końcu mam też konto prywatne, na którym mogą mnie obserwować jedynie znajomi. Ja z kolei obserwuję tam kogo lubię, a najbardziej, to lubię przeglądać zdjęcia wnętrz i ogrodów 🙂 Szukam inspiracji do domu, szukam nazw roślin, które mogłabym jeszcze posadzić u siebie w ogrodzie 😉.

Instagram - zresetowani.pl

Nie śledzę na bieżąco obcych mi ludzi, którzy w Internecie dzielą się z wszystkimi swoim „polukrowanym” życiem. Choć oczywiście cieszę się, że ta Pani dziś pije herbatę w pięknym, nowym kubku z nogami wyciągniętymi na mięciutkim, wełnianym kocu, a w tle pali się ogień w kominku. Cieszę się, że tamta Pani upiekła takie piękne ciasto i tak równiutko je pokroiła żeby pokazać te piękne warstwy. No cieszę się, że tamta kolejna Pani pokazuje jak jej dzieci się świetnie razem z mężem bawią i jacy są wszyscy uśmiechnięci, na tle jakże pięknie wysprzątanego domu. Oczywiście również cieszę się z pięknej figury kolejnej Pani 😉 No bardzo się cieszę z tego wszystkiego wiecie? 😊

Instagram kontra MOJA rzeczywistość

Może Was zaskoczę , ale… normalnie ja też mam niemal codziennie upieczone ciasto! Serio. Kiedy tylko nie wpadną do nas goście (tak, bo my lubimy spotykać się z ludźmi tak na żywo, a tylko nie on-line) to u mnie zawsze jest coś upieczone. A to ciasto, a to ciasteczka, a to jakieś rogaliki. No coś słodkiego jest i tyle. Ale co? Nie chwalę się tym codziennie na Instagramie. I nie uwierzycie, ale też czasem sobie leżę na kanapie z kubkiem ulubionej herbaty i czytam książkę albo gazetę. Nawet mam milion koców, bo kocham koce. Ale kurczę, nie wiem czy się Wam pochwaliłam na Instagramie nimi… Chyba nie 🙁

A wiecie, że z dziećmi też się bawimy?! I to bardzo dużo! No serio! Tylko wiecie co? Gdy się z nimi bawimy, to poświęcamy im czas, tak całym sobą, a nie „poczekaj, poczekaj, zrobię Wam zdjęcie, tylko weź te klocki poukładaj szybko jakoś ładnie i przesuń się trochę w lewo, bo tam ładniejsze tło”. Jak się bawimy, to się bawimy. Nie musi codziennie o tym wiedzieć cały świat. To jest nasz czas. I mimo, że prowadzę Instagrama blogowego, również Facebooka, to staram się Wam takie rzeczy pokazać tylko raz na jakiś czas. Nie chcę żyć Internetem, chcę żyć w pełni tym co się dzieje w domu. Chcę słyszeć co mówią moje dzieci, a nie udawać, że słyszę. I nawet jak czasem zrobię relację na Instagramie (rzadko), to robię relację bo akurat coś robię, a nie robię coś po to żeby zrobić z tego relację 😉

Wróćcie do normalnego życia!

Podsumowując,  życzę Wam wszystkim, byście zaczęli żyć TU i TERAZ, a nie tam gdzieś w przestworzach. W przestworzach, to sobie po śmierci pożyjecie 😉. A teraz skupcie się na swoim domu i swojej rodzinie. Róbcie tak, by w walce Instagram kontra rzeczywistość wygrało jednak zwykłe życie. Żyj dla siebie, nie na pokaz dla innych. I nie namawiam do usunięcia tej aplikacji, namawiam do przeglądania jej z „luzem” 🙂 .

Nauczcie swoje dzieci tego samego. Bo to one są teraz najbardziej zagrożone. Pomóżcie im jakoś przejść przez to, by nie dali się sfiksować temu zakłamanemu, internetowemu światu. Rozmawiajcie z nimi na temat mediów społecznościowych, a szczególnie właśnie Instagrama. Pytajcie jak się czują po użytkowaniu tej aplikacji, bądźcie z nimi na bieżąco. Tylko wtedy jesteście w stanie wychwycić obniżony nastrój czy spadek poczucia własnej wartości u waszych dzieci, który może być spowodowany właśnie „życiem innymi lepszymi”.

A na koniec tego wpisu pozwolę sobie przytoczyć 5 świetnych przykazań instagramowych, które zaczerpnęłam ze strony MEDONET

Instagram kontra rzeczywistość – moje smutne przemyślenia
5 (100%) 5 głos[ów]
Spodobało Ci się ? Udostępnij innym 🙂
Facebooktwittergoogle_plus